O Filozofie Doktoryzowanym nieopatrznie zrobiło się w Królestwie nieco głośniej, po jego udziale w krótkiej medialnej debacie. Tematyka sposobów myślenia była jego pasją od urodzenia. Natomiast pech Filozofa stąd się wziął, że przyszło mu żyć w czasach dominacji płycizn intelektualnych, na których osiadały skutecznie całe środowiska. Coraz częściej. Coraz powszechniej.
Elity polityczne – już tylko z nazwy i nieodłączne od nich media – brylowały w tym procesie. Mniejsza o nie. Zaraza przeszła i na środowisko inżynieryjne. Pozbawiane humanistycznej edukacji, przez lata politechnicznej, nowej edukacji -kotłowały się obecnie w coraz mniejszych kółkach zainteresowań. Brakowało już specjalistów od aut. Byli tylko spece od przedniego lub tylnego napędu, z wąskimi specjalizacjami: na lewe lub prawe koła. Gwarantowało to imponującą wiedzę szczegółową i coraz większą niemoc ogólną. Prawdziwy problem pojawiał się wtedy, gdy dotyczył kilku, współzależnych części. Wymieniano wtedy auto na nowe.
W tym samych kierunku szła dzielnie medycyna. Ale w stosunku do inżynierii, to jest dopiero początek procesu.
Taki stan rzeczy stworzył atmosferę nachalnego praktycyzmu biologicznego wręcz wstrętu do teorii i teoretyzowania. Wraz z ograniczonością takiego rodzaju rodziła się coraz powszechniejsza niemoc w racjonalnych próbach uogólniania, abstrakcji, innowacyjności. Miejsce racjonalnego rozumowania zajęła magia i wiara w cuda. Głos mieli teraz i publiczny posłuch nawiedzeni, natchnieni, posłannicy i przedstawiciele bytów i światów, o istnieniu których wiedzieli tylko oni. Dzięki im tylko znanym ścieżkom poznawczym. Zabrakło miejsca dla intelektu i racjonalnej, logicznej abstrakcji.
– Ale konkretnie proszę –padało od razu polecenie dla abstrahującego i dlatego było płasko, konkretnie, bezrefleksyjnie. W każdej dziedzinie. Nawet rozrywce. Piosenkarki już nie śpiewały, tylko mówiły coś rytmicznie, rzadko melodycznie. Całe w tatuażach, odziane w formule, którą kiedyś nazywano: ni to chłop ni to baba.
No i w takich klimatach ten filozof… Taki, jak na te czasy ni to w pięć ni to w dziewięć. I to jego opowiadanie, że ludzie mają prawo żyć normalnie. Przynajmniej we własnym, najbliższym otoczeniu. W domu. W pracy, gdzie spędzają realnie więcej niż połowę życia. Mówił o tym, że tutaj może panować przewidywalność, jawność, sprawiedliwość. Mówił głośno, że ludzie mają prawo do normalności. Mówił do ludzi. A ci już nawet nie pamiętali co to takiego- ta normalność. Nie za bardzo nawet wiadomo, czy jej chcieli. Poza tą garstką, która trzymała się Filozofa niczym rzep psiego ogona. Przekonana, że więcej takich, jak on, już nie ma.
Dzisiaj mówili o tym samym, co było przedmiotem dyskusji w mediach. Ale inaczej. W inny sposób. Z innej perspektywy. Zespół dysponował nareszcie urządzeniem, które mogło radykalnie zmienić ich sytuację.
–Maszyna – to konkret. Jak chcą konkretnie, to będą mieli konkretnie – konkludował Filozof. Ale maszyna była w tle. Tylko jako element większego planu.

–Oczekiwanie poddanego zatrudnionego w naszym Królestwie jest takie, że po pierwsze – będzie oceniany według takich samych kryteriów, jak wszyscy inni wspólnie z nim pracujący – zebrani potwierdzali prawdziwość i sensowność tego przekonania krótkimi, dosadnymi komunikatami.
– A po wtóre – kontynuował Filozof Nieopatrznie Doktoryzowany – że kryteria oceny będą jasno sformułowane, dostępne dla wszystkich i rygorystycznie przestrzegane – Filozof przerwał na moment oczekując potwierdzenia również tej tezy oraz ewentualnych pytań.
-A jeśli tak nie jest – kontynuował – i ludzie widzą niesprawiedliwość, prywatę, kolesiostwo czy partyjniactwo -nawet w firmie królewskiej, na folwarku czy w urzędzie? Nawet jeśli mówią o tym głośno, wiedzą o tym media, to co z tego zazwyczaj wynika? – zwrócił się do zaprzyjaźnionego grona z retorycznym pytaniem
-Nic- zahuczała sala, a Filozof potakująco kiwał głową.
– Nic. Kompletnie nic. Zawsze kończy się na formule: słowo – przeciwko słowu. Zarząd, władze- wiedzą swoje. A jak są dobre wyniki finansowe, to takie problemy zamiatane są pod ekonomiczny dywanik. Jeszcze gorzej, jeśli partyjniactwo i kolesiostwo są standardem królewskich relacji i reakcji. Wówczas nie liczą się nawet wyniki ekonomiczne, tylko kto jest przeciwko komu.
– A krytyka jest niezawodnym sygnałem przeciwnika, obcego, gdyż swój – w logice partyjniactwa – nigdy nie krytykuje swojego – dorzucił Uczeń Nieoceniony, stały bywalec spotkań z Filozofem.
Sytuacja bez wyjścia? – znów poruszył retoryczna nutkę swojego wywodu, ale zabrzmiała ona sympatycznie, bez odrobiny patosu.
-Mamy własne wyjście. Nasz sposób myślenia i odpowiadający mu konkretny produkt: 3iM. Powiedzieliśmy już, że składa się ten produkt z dwóch obszarów diagnostycznego (bada sposoby myślenia) oraz kreatywnego (odpowiada co konkretnie z tym zrobić, jak sobie radzić). Obecnie zajmiemy się pierwszym z nich- sejsmografem normalności. Diagnozujemy tutaj bariery mentalne oraz intelektualne. Zaczniemy od mentalnych.
-Musi być coś lub ktoś, kto obiektywnie rozstrzygnie, jak jest. Najlepiej narzędzie – w postaci takiego sejsmografu, które nie tylko wykryje i zarejestruje zjawiska anormalne, obecne w zespole, ale określi jego skalę –z wyraźnym entuzjazmem dorzucił Uczeń Niespożyty.
– Kiedy mówi się o narzędziach – w takim kontekście – to przychodzi nam do głowy np. podsłuch ujawniający kompromitujące zdarzenie, prokuratorskie dochodzenie oparte na zeznaniach świadków itp. Ludzie krzywdzą ludzi i ten problem ma wymiar nie tylko moralny, ale także prawny.
– Tak. W rozmowach z poddanymi wychodziło to na każdym kroku – dorzucił Niespożyty, a obecni głośno ten fakt potwierdzili.
– To oczywiste, ale mówiąc o sejsmografie mam na myśli narzędzie, które stwierdzi, że w danej firmie, instytucji zespole obecny jest np. Syndrom Plemienności. Polega on na tym, że kierownictwo dzieli ludzi na swoich i na obcych. Swoi są lepiej oceniani, wynagradzani itd. Ten nasz sejsmograf stwierdzi, że w skali 0 – 10 ten syndrom ma wartość 9 czy 8. A o tym syndromie wiadomo, że atomizuje ludzi, niszczy innowacyjność, dzielenie się wiedzą i wszystkie te walory dzięki którym zespoły są aktywne, innowacyjne, dają ludziom satysfakcję, a organizacji dobre wyniki – przypominał Filozof kwestie, które poruszali już wiele razy wcześniej, ale teraz przyszła pora, aby zebrać je w jeden głos.
-Ten nasz sejsmograf stwierdzi, że w zespole obecne są jeszcze inne syndromy barier mentalnych, a wśród nich bliski bardzo plemienności- Syndrom czarownicy. Polega on na tym, że w przypadku niepowodzenia nie szuka się jego przyczyn, lecz poprzestaje na wskazaniu i skazaniu winnego. Oczywiście tym winnym jest obcy, – o czym decyduje Syndrom Plemienności.
-Zwróćmy uwagę na fakt, że taki sejsmograf barier mentalnych nie mówi o konkretnych ludziach lecz o zjawiskach, które zamieniają normalne miejsca pracy w piekło. Sejsmograf barier mentalnych nie jest bowiem narzędziem zemsty, odpowiedzialności prawnej, lecz identyfikacji problemu oraz rekomendowania ścieżek rozwiązania ich w sposób najbardziej korzystny dla ludzi i zespołu.
–Wskazania sejsmografu barier mentalnych są oczywiście sygnałem do uruchomienia procedur prawnych, ale on dokumentuje obecność w firmie, instytucji czy organizacji tego, co ludzie nazywają po swojemu, że „coś jest nie tak” – dorzucił stały bywalec tych spotkań Prawnie Nieograniczony.
– Nasz sejsmograf ma swój język i opisuje obecność syndromów. Ludzie mówią o kumoterstwie, kolesiostwo, niesprawiedliwości, a on o tym, co jest tego stanu rzeczy przyczyna. Mówi o sposobie myślenia, o mentalności. I nazywa te sposoby myślenia – jeszcze raz włączył się Uczeń Niespożyty.
-Z efektami pracy sejsmografu barier mentalnych można dyskutować tylko merytorycznie, a nie ideologicznie. Diagnoza wskazuje zjawiska. Jeżeli ludzie sygnalizują, że jest źle, że nie ma obiektywnych zasad oceniania rezultatów pracy, że są kliki, to bez diagnoz typu nasz sejsmograf – szefostwo może jeszcze dywagować, że atmosfera w firmie jest do poprawy, że ludzie narzekają na niesprawiedliwość, ale licho wie, jakie mają do tego motywy, że zawsze w zespole znajda się jacyś malkontenci, itd. itp. Jeśli jednak sejsmograf pokazuje czarno na białym – jak jest. A obecność zidentyfikowanych problemów- ma jednego autora: kierownictwo, to problem nabiera innego wymiaru i trudniej go bagatelizować – zakończył Filozof Nieopatrznie Doktoryzowany w atmosferze zespołu połączonego euforią nadziei na realną szansę zmiany obecnego stanu rzeczy i ratowania ludzkości przed utrwalającymi się procesami prowadzącymi na cywilizacyjne manowce…
