Nie pytaj odlatujących ptaków o sens odlatywania…

Nad Otmanką krążyły dzisiaj ptaki. Zwoływały się wyraźnie do podróży.

Starsza pani siedziała już dłuższy czas i przyglądała się, jak te sprytne i zarazem lotne stworzenia skutecznie i z fantazją zarazem – wykorzystywały prądy powietrzne. Bez wysiłku machania skrzydłami unosiły się swobodnie kreśląc piruety na błękitnej tafli nieba.

– One mogą tak – bez końca – skwitowała wreszcie sens tych obserwacji i już miała zamiar wrócić do domowych zajęć, ale kątem oka zauważyła, że Teo czyta coś w sieci i gada do laptopa, jakby konferencję jakąś prowadził.

– Chcemy, żeby było dobrze, sensownie, sprawiedliwie, a wychodzi – jak zawsze –Teo mruczał pod nosem, ale nie wyglądało to na konwersację. Raczej na odgłosy wewnętrznej rozmowy inteligentnego człowieka -z równie inteligentną osobą.  

– Wychodzi nam zazwyczaj w formule Kargula: -„Sąd – sądem, a sprawiedliwość po naszej musi być stronie”- dorzuciła starsza pani niby to do siebie, niby jako niechcący wtrącająca się w konwersację- jako ta trzecia, ale tak samo inteligentna, jak ci już rozmawiający.

 -Tak… Również i ta scena z „Samych swoich” – bawiła nas do łez… –skwitował Teo. – Film – filmem, a w realu jest zupełnie inaczej. Nic nie boli nas bardziej, niż poczucie niesprawiedliwości, nabijania w butelkę, okłamywania nas – prosto w oczy, wciskania, że białe nie jest białe…

– To nas boli. Trudno jednak wykrzyczeć ten ból z sensem, gdyż nie umiemy o tym rozmawiać. O tym, co jest nie tak…- Teo wyraźnie zwrócił się do sąsiadeczki.

Starsza Pani pokiwała głową.

– Ano… nie umiemy…- potwierdziła.

-Nie umiemy przede wszystkim dlatego, że rozmowę rozpoczynamy zazwyczaj od konkretnego przykładu. A przyszło nam żyć w takich czasach, że coraz mniej jest przykładów neutralnych, dobrze ilustrujących problem. Przykładów -bez kontekstu. Dzisiaj każdy przykład ma zazwyczaj charakter polityczny –dodał Teo.

– I dlatego nasza rozmowa –rozpoczęta konkretnym przykładem – zamiast o problemie – schodzi na politykę…- podsumowała starsza pani.

– Dokładniej – na konkretnego polityka. I takim sposobem lądujemy na najlepszej ścieżce do przekonania, że nie ma już normalnych ludzi, z którymi można normalnie porozmawiać o normalnych sprawach…- Teo wyrzucił z siebie to, co najwyraźniej irytowało od rana- tak bardzo, że rozmawiał o tym sam ze sobą.

– Racji w tym przekonaniu jest spora porcja, ale wniosek będzie słuszny, jeśli nauczymy się rozmawiać o tym, „co jest nie tak” – bez odwoływania się do przykładów czerpanych z naszej współczesności. Tylko czy to w ogóle jest możliwe…- do rozmowy dołączyła się Iva, korzystając z krótkiej chwili, jaką naliczała owsianka pozostawiona na małym gazie.

– Najłatwiej mają ci, – ciągnął dalej Teo –których nie boli nic innego, poza ich sprawami osobistymi. Konkretny szef, konkretna urzędniczka lub urzędnik, konkretna sprawa… Tacy rozmówcy personalizują problem – sprowadzają go do konkretnego człowieka. Myślą konkretnie: „że koń, że Staś, że drzewo”…- Ale w dzisiejszej szkole o sposobach myślenia mowy nie ma, żeby nie urazić przypadkiem takiego konkretnego człowieka, konkretnie myślącego o konkretach: ile czego ma być i dla kogo…

– Takich jest najwięcej – dorzuciła sąsiadeczka. – Czasami wydaje się, że pozostali już tylko tacy…

Zapanowała cisza na tyle długa, że pozwoliła całej trójce przyjrzeć się dokładniej szybującym ptakom.

Z tymi rozmowami rodaków jest trochę tak, jakby się człowiek odlatujących ptaków pytał o sens odlatywania. Typowy przykład podcinania skrzydeł. A nie o to chodzi w tych rozmowach – dorzuciła Iva i poszła do owsianki.

– Najtrudniej mają ci, których boli „ludzka krzywda”, „niesprawiedliwość społeczna”, „fałszowanie historii”, „dzielenie rodaków” itp. Przyzwyczajeni do personalizacji problemu zapytają takiego od razu: A kto tak dzieli? Kto zaczął pierwszy? – Teo naśladował głos znanego polityka…

– Dokładnie jest tak –potwierdziła sąsiadeczka.

– A sedno nie tkwi obecnie w tym, kto był pierwszy, ale w konsekwencjach tego, że skaczemy sobie dzisiaj do oczu. Ale jak to wytłumaczyć rozmówcy, który twierdzi, że ważne jest to- kto skoczył pierwszy i kto skacze mocniej, a nie problem nienawiści zasianej w naszych mózgach i sercach…

-Jest taka szansa, żeby mówić o tym, co jest nie tak i nie licytować się konkretami? –zastanawiała się sąsiadeczka.

Zamilkli na trochę i znów przyglądali się ptakom. Jedno już było pewne: to, jakiego pytania im nigdy nie zadadzą.

-Nie ma innego wyjścia. Przerzucanie się piłeczkami, a potem – kamieniami, jest dobre tylko dla tych, którzy zamierzają niszczyć, rujnować, burzyć. Nam potrzebna jest pozytywna, dobra energia, serdeczność, poczucie przynależności do przyjaznej wspólnoty – Iva powtórnie włączyła się do dyskusji.

-Jeśli pozostawać już koniecznie – w realu konkretów, to i tutaj można zrobić sporo dobrego. Unikaj ludzi złych, z negatywną energią,” nawiedzonych” ideologicznie, nakręconych… Twoja obojętność, brak reakcji na gadanie – jest dla nich największą karą. Zwracaj uwagę na przyjaznych, serdecznych. Pochwal dobrze wykonujących swoją prace. Powiedz im -jak to jest dla Ciebie ważne – dorzuciła Iva

-Takie małe kroczki? Jaki to ma sens? – zastanawiała się sąsiadeczka.

-Stawiając małe kroki, konsekwentnie, w tym samym kierunku – przybliżasz się do swojego celu. Postępując – w relacjach z ludźmi – tak, jak to chce Iva – powoli budujesz w swoim środowisku relację życzliwej wzajemności: nie czynienia innym tego, co Tobie nie jest miłe. Jeśli nie lubisz być opluwany, to sam nie plujesz na innych. Otaczasz się takimi samymi, jak ty. A w takim gronie przyjdzie czas, by poważnie rozmawiać o regułach, zasadach, które muszą być respektowane przez wszystkich w -naszej społeczności, a by nareszcie było normalnie, a nie jak zawsze – Teo sprawiał wrażenie człowieka, który znalazł rozwiązanie problemu… 

-Nie martw się tym, że nie każdemu taki sposób zachowania i myślenia będzie odpowiadał –pocieszała Iva. – Nie musi. W demokracji chodzi przecież o większość… Nic nie stoi na przeszkodzie, aby była ona właśnie taka: oparta na formule wzajemnej życzliwości, którą nazywano kiedyś atencją. Jak zwał – tak zwał – chodzi o to, by innym nie czynić tego, co Tobie nie jest miłe. Będzie lepiej.

Ptaki w końcu odleciały. Nikt nie zadawał im pytań, które są równie bez sensu, co skuteczne w podcinaniu skrzydeł. Tym, którzy jeszcze wiedzą swoje: gdzie lecieć i w jakim celu.

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry