Wiedza jako „przepis na …”.

Wiesz co, ale nie wiesz jak?

Zachęcanie do dzielenia się wiedzą ma tyle form realizacji, ile jest rodzajów wiedzy. Najczęściej spotykamy w życiu przepisy. To najpowszechniejsza forma dzielenia się podpowiedziami na pytanie od to co zrobić, żeby osiągnąć upragniony efekt. Wiedza jako przepis panuje niepodzielnie w codziennych relacjach i nie ma co się dziwić, jeśli to właśnie ona będzie kształtowała oczekiwania naszego zespołu skłonnego do dzielenia się wiedzą.

Walory przepisu są takie, iż jest on zazwyczaj prosty.  Zarówno w opisie, jak i w realizacji. W przepisie nie ma informacji, dlaczego efekt jest taki, jaki jest. Ocena przepisu także nie jest skomplikowana. Jeśli efekt podobny jest do spodziewanego, to przepis jest wart zapamiętania, zapisania, aby znów sięgnąć po niego, jeśli tylko sytuacja będzie tego wymagała.

W zgodzie ze zdrowym rozsądkiem

Skoro wspomniałem wcześniej o rodzajach wiedzy, to wypada obecnie dodać, że przepisy zbudowane są z wiedzy potocznej, inaczej nazywanej zdroworozsądkową.

Jest to najstarszy rodzaj wiedzy i zarazem najbardziej żywotny. Jest jednak jedna tajemnica tej żywotności, którą warto przyswoić. Otóż jest ona tak długo aktualna, jak długo nie zmieniają się warunki działania przekazującego wiedzę oraz przyjmującego ją. Zazwyczaj obydwaj nie mają świadomości tego stanu rzeczy. Zastanawianie się nad tym jaka ta wiedza jest i dlaczego taka jest, a nie inna -nie mieści się bowiem w procesie dzielenia się wiedzą na poziomie potoczności. To zajęcie dla teoretyków, którzy pojawili się wraz z pierwszym problemem, kiedy przekazana wiedza okazywała się zawodna.

Na przykład pokolenia uprawiające ziemie wiedziały o tym, że większe nawożenie zapewnia wyższe plony. I było tak do pewnego momentu. Kiedy ludzie wyraźnie przybyło i potrzebne były wyższe plony- ziemię nawożono jeszcze bardziej, ale plonów wyższych to nie zapewniało. Wiedza nadal była skuteczna, ale w określonych warunkach. Ich poznanie wykraczało zdecydowanie poza praktykę uprawiania ziemi. Pojawili się pierwsi spece od wiedzy i oni określili warunki jej skuteczności. Kiedy uczono o tym ile nawozu na jaką powierzchnię stosować, w jakim czasie itd., itp. to już nie była wiedza zdroworozsądkowa, potoczna, ale nauka.

Naukowe – czyli jakie?

Nadal cel był praktyczny, ale pojawiło się pytanie kompletnie nieobecne na gruncie wiedzy potoczne:” Dlaczego nawożenie zwiększa plony?”.  Tak, jak rolnikowi potrzebny był pług, tak przedstawiciel powstającej nauki o rolnictwie musiał stworzyć własne narzędzia do pracy. W tym te najtrudniejsze: intelektualne. Okazało się, że nie jest to takie proste, czego doświadczył każdy, kto musiał odróżnić  prawdę od fałszu i wskazać kryteria choćby trochę przypominające ostre narzędzia umożliwiające odcinanie tego, co zbędne od tego, co konieczne.

Sądzę, że jak na pierwszy kontakt z bardziej profesjonalnym podejściem do tematyki dzielenia się wiedzą, to wystarczy.

Pigułki wiedzy

Zapamiętajmy, że przepis nie jest ta formą dzielenia się wiedza, która zapewni nam skuteczność w zmieniających się warunkach działania. Że najprawdopodobniej trzeba będzie wykonać sporo roboty teoretycznej. Jakiej ?Takiej, jak zbieranie wiedzy istotnej dla rozwiązania problemu. Ale ponadto określanie je wartości także w zakresie istotności, wagi w zrozumieniu problemu I wreszcie  ustalenie możliwości przełożenia na działania praktyczne. Ograniczając teorię do granic przyzwoitości będziemy stargali się przygotować do roli gromadzenia i udostępniania wiedzy problemowej.

W formie PIGUŁKI WIEDZY.

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry