Jak my się w ogóle dogadujemy?
W codzienności ulegamy często irytacji zwracając uwagę na to, jak ludzie się nie dogadują. Idąc tropem naszych przemyśleń- uwieńczonych odkryciem, że
każdy z poznanych przez człowieka stanów rzeczy może być albo wiedzą albo wartością
– owa irytacja wyraźnie słabnie. Tym bardziej, że nie zawsze z kontekstu wynika dokładnie co kto ma na myśli- wiedzę czy wartości. Ale to nie wszystko. Jak sobie jeszcze uświadomić fakt, że
ten sam stan rzeczy – może być traktowany jako właściwość, relacja, zdarzenie lub proces
– to, gdzieś tak w połowie tej wyliczanki irytacja przeradza się w zachwyt dla tej inteligentnej, dwunożnej istoty, jaka jest człowiek.
Jak my się w ogóle dogadujemy? Jakim cudem? – rodzi się nowe odkrycie…
Pomijając powszechne obecnie w życiu publicznym ostentacyjne sceny niedogadywania się dla niedogadywania odnotujmy z cywilizacyjnej przyzwoitości fakt, że jako cywilizacja zrobiliśmy bardzo wiele, żeby sobie z tym chaosem poradzić.
Koronnym tego przykładem jest nauka ze swoimi restrykcyjnymi zasadami wobec języka. Laicy mogą się wściekać na ten – w ich rozumieniu- bełkot, ale gniew ludu będzie tym mniejszy im powszechniejsza stanie się prawda, że język biologii ma być zrozumiały przede wszystkim dla biologów, gdyż to oni sprawdzając prawdziwość nowych odkryć- muszą rozumieć ich treść, żeby pytać odkrywce o metodę sprawdzenia prawdziwości tego, co zrozumieli.
Pozostaje jednak codzienność. Rodzinna i zawodowa. Uczymy się w niej siebie wzajemnie. W skrajnych przypadkach podporządkowujemy – nie rozumiejąc jeden, drugiego. W tak krótkim tekście nie sformujemy recepty na jednorazowe zbawienie ludzkości. Ale odkryjemy -zapewne przed znaczącą częścią z nas- radosną nowinę, że można się w tym wszystkim połapać. Szczególnie w miejscu pracy, gdzie chodzi o to, żeby wspólnie stracony prywatnie czas wykorzystać zawodowo ku wspólnej satysfakcji i zamierzonemu sukcesowi.
Ten porządek w komunikacyjnym chaosie ujawnia się w momencie, kiedy uświadamiamy sobie te cztery możliwe stany rzeczy i godzimy z faktem, że każdy z nas może myśleć inaczej.
Jak? Ilustrujemy to na poniższym grafie.
Przykład: "atomizacja zespołu”
- dla części z nas – to właściwość zespołu nazywana inaczej formułą: „każdy sobie rzepkę skrobie”; właściwość stanowiąca konsekwencję realizacji takiej zasady, reguły działania uznanej w tym zespole na normę
„u nas każdy sobie rzepkę skrobie; nasi ludzie już tak mają, że każdy pilnuje tylko własnego interesu i uważa, że to normalne”- cytat z moim badań
- dla jednego z nas atomizacja zespołu, to proces, który zaczyna się od podziału pracowników na swoich i obcych, a kończy – biernością zespołu, brakiem możliwości współpracy itp
„ja już to obserwuję do dłuższego czasu – ludzie są coraz bardziej bierni, coraz trudniej namówić kogokolwiek do wspólnego działania; rozsypujemy się, jako zespół”– cytat z moim badań
- dla kogoś innego – to relacja widoczna w tym, że ludzie są względem siebie nieufni, skłóceni, niechętni do wymiany poglądów i ujawniania własnych przekonań
„u nas jeden na drugiego patrzy podejrzliwie, nieufnie; ludzie pamiętaj jakieś stare zadry; każdy to, co wie, trzyma tylko dla siebie” – cytat z moim badań
- jeszcze ktoś inni dostrzeże grupę ludzi, którzy wbrew nazwie nie są wcale zespołem: tutaj, teraz, w tej konkretnej sprawie i zdarzenie to zrelacjonuje w komunikacie
„to miało miejsce – dokładnie wczoraj, o 13,30; przyjechał TIR i trzeba było skrzykną ludzi do rozładunku; całym zespołem – to byłoby w 15 minut; nikt się nie zgłosił; magazynier z kierowca rozpakowywali go przez 4 godziny; to zbieranina przypadkowych ludzi, a nie zespół”– cytat z moim badań
