Jakość życia zależy od jakości myślenia?

 

 

Jakość życia zależy od jakości myślenia? 

Ponadto -nie ma sensownego, ludzkiego życia, bez sensownego myślenia. Wśród potrafiących swobodnie liczyć do dziesięciu -to oczywiste. A jeśli tak, to równie sensowne jest pytanie, dlaczego nie mamy w Polsce specjalistów od jakości myślenia.

 Logików? Nie. Filozofów? Nie. Psychologów? Nie. Ekonomistów? Nie.

Wymienionych przed chwilą można w krótkim czasie przygotować do analizy sposobów myślenia. Ale to oddzielna dziedzina. Bardzo specyficzna. 

Specjalność -o której tutaj mowa- pozwala analizować pracę ludzkich zespołów i na podstawie tworzonych przez nie produktów- rekonstruować sposób myślenia- wpisany w te produkty. Tutaj dopiero wychodzą prawdziwe cuda na kiju. Ale nie o cuda nam chodzi. Jaka więc z tego korzyść? Niewyobrażalna- w perspektywie jakości życia tzw. obywatela.

Nie ma takiej dziedziny życia społecznego, gdzie specjaliści z tego zakresu nie mieliby co robić.

Dlaczego nie ma, wobec tego- tych specjalistów? 

Powiedzieliśmy już, że jest to dziedzina bardzo specyficzna. Nigdzie nie wykładana. Przynajmniej oficjalnie. Może funkcjonuje jako meta umiejętność dostępna tylko dla pilnujących wielkich interesów, wielkich graczy – dla których obecny stan umysłów społeczeństwa jest odpowiedni. Dla interesów. Nie dla jakości życia. Wyższy – mógłby poważnie zagrozić interesom.

W takim kontekście ważniejsze jest upowszechnianie konkretnych sposobów myślenia, a nie wiedzy o tym jak je identyfikować. 

Może jakiś przykład, żeby nie było tylko tak abstrakcyjnie?

Problemem bardzo wielu zespołów pracowniczych jest atmosfera w firmie, instytucji, organizacji. Ludzie nie tylko że nie utożsamiają się ze swoim miejscem pracy, ale nie mają najmniejszej ochoty zmieniać czegokolwiek na lepsze. Nawet jeśli to źle funkcjonuje, przeszkadza, irytuje. Wszelkie próby ukierunkowania zespołu na bardziej nowoczesny, innowacyjny, aktywny – kończą się niepowodzeniem.

Diagnoza takich stanów rzeczy koncentruje się na wypaleniu zawodowym, zmęczeniu materiału, rutynie itp. Cześć zespołu poddawana jest psychoterapii, część wymieniana jest na nowych ludzi. Proces jest długi, zmiany powierzchowne, a problem wciąż ten sam.

Jeśli spojrzeć na ten sam zespół z perspektywy – nazwijmy ją wreszcie po imieniu -infrastruktury intelektualno- mentalnej, to okaże się, że w zespole tkwi (zazwyczaj) od trzech do dwunastu barier mentalnych oraz kilka intelektualnych. Ich obecność przypomina wiązanie ludziom rąk i nóg sznurami, o których wszyscy wiedzą, że są, ale nie potrafią ich nazwać po imieniu. Ludzie mówią o klikach, układach, niesprawiedliwości itp.

Wystarczy kilka godzin warsztatów z 3iM -tak roboczo nazywamy tę specjalizację w zakresie sposobów myślenia – i ludzie zaczynają mówić. O Syndromie Plemienności- dzieleniu ludzi na swoich i obcych i wszystkich konsekwencjach tego stanu rzeczy takich, jak niesprawiedliwym wycenianiu efektów pracy, ścieżkach awansu itp. Działaniach opartych na preferowaniu swoich- na każdym kroku, w każdym miejscu. W konsekwencji swoi nic nie robią, bo i tak będą ocenieni dobrze i tak wynagrodzeni, a obcy nie widzą sensu wysilania się, podnoszenia kwalifikacji itd., gdyż awanse i lepsze wynagrodzenie jest tylko dla swoich.

Z Syndromem Plemienności związany jest Syndrom Czarownicy: jeśli jest niepowodzenie, to nie szuka się merytorycznej przyczyny tylko personalizuje problem i wskazuje winnego, zwalnia go lub karze w inny sposób.

To są zaledwie dwa syndromy- z kilkunastu obecnych w większości polskich firm, organizacji, instytucji. Wspominam o nich, aby wskazać różnice w podejściu do problemów oraz identyfikowaniu ich przyczyn. Bez analizy sposobów myślenia – dostrzega się zazwyczaj to, co widać gołym okiem, ale nie jest to sedno problemów. 

Spójrzmy też z tej perspektywy na media. Najczęściej– kiedy chcemy wiedzieć co i jak -mamy do czynienia z mediami. Media uwielbiają pokazywanie polityków. Politycy mówią, media relacjonują. Zachowane są zasady demokracji. Wszystko jest OK. Tak długo, aż nie spojrzy się na pracę mediów z perspektywy upowszechnianych przez nie sposobów myślenia.

Oto polityk pytany przez innego polityka o argumenty na rzecz podjętej przez niego decyzji – odpowiada temu, który zadał pytanie: – A pana ojciec był Niemcem.

 Oglądający ten materiał różnią się od siebie tak, jak czarne od białego, ale jedno ich łączy. Utrwalanie w sobie – zazwyczaj kompletnie nieświadomie – takiego obrazu politycznej normalności, w którym brak merytorycznych argumentów nie wyklucza kogokolwiek z gry. 

 Media chcąc nie chcąc taki wizerunek normalności – upowszechniają. Powstają realia, w których to nie argumenty merytoryczne decydują o tym czy jakieś rozwiązanie uważam za godne wsparcia. W takim sposobie myślenia ważne są tylko emocje. Argumenty merytoryczne nas nie interesują, gdyż się na tym nie znamy. Upowszechnia się formuła „podoba mi się”, a później formuła „swojego”: swój mówi zawsze prawdę i ma rację. To, co mówi obcy warto zakrzyczeć czymś w rodzaju tego ojca co to Niemcem był lub dziada, który ma spieprzać (przepraszam za określenie, ale pochodzi ono wprost z politycznych kręgów). 

Tak więc w mediach obecny jest Syndrom Wagi (ocena produktu ze względu na ilość) i paradygmat myślenia – błędnego koła (odbiorca jest na niskim poziomie intelektualnym, więc piszemy tak, żeby zrozumiał; poziom odbiorcy jest konsekwencją sposobu myślenia aplikowanego przez media). Widać to dopiero z perspektywy 3iM.

Rozumieć więcej. Póki co dla siebie

O co chodzi konkretnie ze specjalnością, której brak wytykaliśmy tutaj tak konsekwentnie?

Otóż to ona pozwoliła nam dostrzec zjawisko upowszechniania sposobu myślenia lekceważącego kontekst merytoryczny. Fakt, że w dzisiejszych realiach mało już kogokolwiek interesuje sedno problemu i merytoryczne uzasadnienie konkretnych decyzji- jest wynikiem upowszechniania takiego sposobu myślenia, jak z naszego przykładu.

Oczywiście jedno zdarzenie nie zmienia świata, ale kiedy podobnych materiałów medialnych jest cała lawina, nawet nie zauważamy, jak zmienia się pojmowanie normalności, przyzwoitości, kompetencji, odpowiedzialności itd.

 Najbardziej korzystne dla robiących największe interesy są przekonania, że wszyscy rządzący są równie źli, robią to samo, więc najlepiej nie przeglądać się temu, co robią, tylko robić swoje… 

Dlaczego urząd, instytucja, szkoła, zakład usługowy czy predykcyjny, korporacja itp. są takie, jakie są? Dlaczego zespoły są zatomizowane, bierne, a ludzie nie mają chęci do pracy, do zmian, do rozwoju? Dlatego, że pracują w uwarunkowaniach kilkunastu barier mentalnych oraz intelektualnych.

Sama diagnoza, to jedna sprawa. Jest jeszcze równie ważna: rekomendacja zmian. Ten sam problem zdiagnozowany bez 3iM ma rekomendację psychologiczną, fizykoterapeutyczną czy z zakresu zarzadzania kadrami. A jest potrzebna blokada barier mentalnych oraz paradygmatów myślenia.

Dlaczego media są takie, jakie są? W tym konkretnym przypadku odpowiedź odnosi się do sposobu rozliczania dziennikarzy. Rozliczani są z wierszówki, z tego, ile napiszą, a nie jak. Czysta relacja obudowana atrakcyjnym tytułem i opisująca różne kontekstowe drobiazgi -bez żadnej wartości, a często i związku logicznego z wydarzeniem- wyceniana jest tak samo, jak przemyślany, autorski tekst skłaniający czytelnika do myślenia.

A skoro o myśleniu mowa. Jakiś czas temu w szkole uczono samodzielnego myślenia. Treści programowe liczyły się także, ale głównie umiejętność samodzielnego myślenia. Jeśli pisałeś o literackich postaciach, to warto było mieć własne zdanie na ich temat. Ono liczyło się przynajmniej tak samo, jak fakty potwierdzające, że znasz ten tekst. Dzisiaj jest inaczej. Bez samodzielności myślenie. A bez niej nie sposób myśleć racjonalnie o jakości życia.

Analiza prac większości uczniów kończących dzisiaj szkoły potwierdziłaby prawdziwość tezy o braku umiejętności samodzielnego myślenia. Konsekwencji stosowanych, ale nie artykułowanych wprost – zasad oceniania efektów edukacji. Diagnoza 3iM wskazałby na obecność syndromów w tym systemie Syndromu Kowadła przejawiającego się w tym, że w takim systemie bardziej cenią sobie ilość przyswojonej wiedzy niż umiejętność myślenia krytycznego, analizowania problemów i kreatywnego podejścia do nauki.

Analiza materiałów medialnych potwierdziłaby fakt wynagradzania dziennikarzy nie za jakość pracy, ale za ilość wersetów oraz ich poczytność.

Analiza zasad finasowania służby zdrowia potwierdziłaby fakt, że chory traktowany jest jak towar i w takich realiach niemożliwe jest zagwarantowanie mu odpowiedniej jakości usług.3iM zdiagnozuje tutaj Syndrom „kasy i masy”. Taka nazwa odwołuje się do sytuacji, w której priorytetem systemu opieki zdrowotnej jest zdobywanie pieniędzy („kasa”) i obsługiwanie jak największej liczby pacjentów („masa”), zamiast zapewnienia jakościowej i indywidualnej opieki zdrowotnej, gdzie pacjent traktowany jest bardziej jak towar na linii produkcyjnej niż osoba wymagająca troski.

I tak z tysiącami innych spraw…O wspólnym mianowniku: widocznych dopiero w kontekście umiejętności rozpoznawania jakości myślenia. Niewidocznych w innych ujęciach.

Zapyta ktoś: Skoro i tak nie ma – póki co- przełożenia między tym, co my już teraz, po tym krótkim kontakcie z tą specjalizacją o sposobach myślenia, wiemy, rozumiemy widzimy- skoro to nie ma przełożenia na codzienna praktykę polityczną, gospodarczą, społeczną, to po co nam to?

Warto rozumieć więcej, żeby nie wychodzić na idiotę, bo to zwyczajnie wstyd. I to konkretna korzyść.

A jak będzie nas więcej, to będzie o czym rozmawiać dalej…

 

Przewijanie do góry