Królestwa Cnót Wszelakich. Scena 1.

Tadeusz Wojewódzki

Królestwa Cnót Wszelakich

Rozdział I.

Ku mocarnemu królestwu

Królestwo Cnót Wszelakich było kiedyś miejscem, gdzie ludziom żyło się nieźle. Każdy wykonywał swoje obowiązki, Król zajmował się dworem, dwór – Królem, a poddani żyli swoim życiem. Jednak od pewnego czasu coś zaczęło się zmieniać. Początkowo były to drobne oznaki, niemal niezauważalne, ale z czasem zaczęły przybierać na sile.

Kronikarz opisujący dzieje Królestwa Cnót Wszelakich rozpoczął swoją relację od spotkania Króla z trzema zaufanymi dworzanami. Byli to: Złoty Język – mistrz przekonywania Króla do wszystkiego, co przynosiło jemu pieniądze, a Królowi władzę; Baron Balansu – specjalista od lawirowania między interesami Króla a interesami trójki dworzan; oraz Złoty Dukat – ekspert w przekształcaniu królewskich decyzji w złote dukaty, które jakimś cudem zawsze trafiały do jego kieszeni.

Razem tworzyli sprytny i niebezpiecznie skuteczny zespół, który zręcznie manipulował dworskimi intrygami, by osiągnąć swoje cele, jednocześnie umacniając władzę Króla.

Scena 1: Królewska Sala Audiencyjna

Król spacerował po sali, z rękami splecionymi za plecami.

— Władza… Czym ona jest, moi drodzy? Może się wydawać, że to, co osiągnęliśmy, jest trwałe, ale ja czuję, że nasza pozycja nie jest tak mocna, jak powinna być. Ludzie zaczynają być zbyt pewni siebie, zbyt swobodni…

Złoty Język, kiwając głową, zgodził się:

— W rzeczy samej, Wasza Wysokość. W rzeczy samej…

Król przystanął na moment i baczniej przyjrzał się dworzanom.

— Skoro tak… To pora nazwać ten problem…

Zapadła cisza. Doradcy mieli przyzwolenie na milczenie, ale nie przesadnie długie.

Baron Balansu przerwał ciszę:

— Nazwałbym ten problem sztamą poddanych. Ona jest w nich i daje im moc. Że do roboty, to dobrze, ale oni mają też taką wielką pewność siebie.

Złoty Dukat, nieco marszcząc brwi, zapytał:

— Nazwałbyś to Waszmość butą chamską?

Baron Balansu zastanowił się przez chwilę.

— Może nie aż tak, ale blisko tego. Oni mają poczucie własnej siły i taki wielki spokój w sobie, taką moc…

Król uniósł palec, jakby nagle dostrzegł, o co chodzi.

— Otóż to! Spokój wynikający niby z czego? Pytanie brzmi: jak możemy to zmienić? Jak umocnić moją władzę? Dla dobra królestwa?

Złoty Język przejął inicjatywę:

— Wasza Wysokość, władza jest jak kwiat – potrzebuje stałej pielęgnacji, by kwitnąć. Może warto przypomnieć ludziom, że to dzięki Tobie mogą czuć się bezpiecznie? Moglibyśmy wzbudzić w nich większy szacunek i respekt…

Baron Balansu dodał:

— Strach przed utratą tego, co mają, mógłby ich zmobilizować do większej lojalności. Co, jeśli zaczęliby bać się, że mogą coś stracić, jeśli nie będą razem z Tobą?

Złoty Dukat zauważył:

— Wasza Wysokość, może zamiast tylko wzbudzać szacunek czy strach, moglibyśmy dać im powód, by zabiegali o Twoje względy? Jeśli będą czuć, że ich pozycja nie jest pewna, będą robić wszystko, by upewnić się, że są „swoimi”, a nie „obcymi”. W ten sposób… (spojrzał na innych dworzan, szukając potwierdzenia) …będziemy mogli kontrolować, kto jest lojalny, a kto może stać się zagrożeniem.

Król zamyślił się nad tymi słowami.

— „Swoi” i „obcy”… Hmm, to ciekawy koncept. Ale jak moglibyśmy to zorganizować? Czy podział na tych, którzy są z nami, i tych, którzy mogą być problemem, rzeczywiście wzmocni moją władzę?

Złoty Język wyjaśnił:

— Wasza Wysokość, ludzie zawsze dążą do stabilizacji. Jeśli nasi poddani zrozumieją, że stabilność można osiągnąć tylko poprzez bliskość tronu, będą gotowi zrobić wiele, by zdobyć Twoją przychylność.

Król spojrzał na doradców.

— Ale skąd ja mam to wiedzieć, kto jest mi przychylny, a kto nie? Najczęściej kontaktuję się z Wami.

Baron Balansu odpowiedział z pewnością:

— Mamy codzienny kontakt z dworzanami. A poprzez nich i wraz z nimi – z naszymi poddanymi. Uważam, że jesteśmy w stanie zapanować nad tym procesem i zapewnić Waszej Wysokości przesłanki niezbędne do wprowadzenia nowych porządków.

Baron Balansu jednak ostrzegł:

— Ale pamiętajmy, Wasza Wysokość, że musimy utrzymać równowagę. Podział na „swoich” i „obcych” może wzbudzić niepokój, a niepokój… cóż, może przerodzić się w bunt. Trzeba zadbać o to, by ci, którzy chcą być „swoimi”, mieli jasną drogę do tego celu. Jednocześnie, muszą czuć, że ta pozycja nigdy nie jest na stałe – że zawsze mogą coś stracić, jeśli nie będą lojalni.

Złoty Dukat zasugerował:

— A ci, którzy naprawdę chcą być blisko tronu, będą gotowi płacić, by zapewnić sobie miejsce wśród „swoich”. Moglibyśmy stworzyć coś na wzór… „Skarbca Lojalności”. Ludzie, którzy chcą być „swoimi”, mogliby wnosić odpowiednią „opłatę”. To nie tylko umocni Twoją władzę, Wasza Wysokość, ale i napełni nasze sakiewki.

Król podsumował:

— Widzę, że podział na „swoich” i „obcych” może rzeczywiście zadziałać. Ludzie będą walczyć o moją przychylność, a wy, moi drodzy, zadbacie o to, by wiedzieć, kto naprawdę zasługuje na miano „swojego”. Ale pamiętajcie – moim celem jest władza, nie pieniądze.

Złoty Język zapewnił:

— Oczywiście, Wasza Wysokość. Pamiętamy o tym. Władza jest kluczem do wszystkiego, a my zadbamy o to, by ludzie to zrozumieli.

Baron Balansu dodał:

— A ja zadbam o to, by równowaga była utrzymana. Niech wiedzą, że tylko lojalność wobec Ciebie, Wasza Wysokość, chroni ich przed upadkiem.

Złoty Dukat zakończył:

— A ja zadbam o to, aby każda decyzja królewska przynosiła odpowiednie korzyści – Tobie w postaci władzy, a najbliższym – w postaci złotych dukatów.

Król zamilkł na moment po tym stanowczym oświadczeniu, jakby przypomniał sobie o czymś ważnym, ale nie miał pewności, czy mówić o tym głośno. Po czym odwrócił się do swoich doradców, ściszył głos, jakby w obawie, że ktoś czwarty go usłyszy, i prawie szeptem zwrócił się do trójki.

— Dla spokoju sumienia i większej pewności rozumu zwrócę się jeszcze do zacnego Ojca Niespełnionej Pokuty.

Cała trójka potwierdziła, kiwając głowami, bez cienia wątpliwości co do słuszności idei skonsultowania pomysłu dzielenia poddanych na „swoich” i „obcych”, na prawdziwych i nieprawdziwych obywateli Królestwa Cnót Wszelakich.

 

1 komentarz do “Królestwa Cnót Wszelakich. Scena 1.”

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry