Królestwo Cnót Wszelakich było kiedyś miejscem, gdzie ludziom żyło się nieźle. Każdy wykonywał swoje obowiązki, Król zajmował się dworem, dwór – Królem, a poddani żyli swoim życiem. Jednak od pewnego czasu coś zaczęło się zmieniać. Początkowo były to drobne oznaki, niemal niezauważalne, ale z czasem zaczęły przybierać na sile.
Kronikarz opisujący dzieje Królestwa Cnót Wszelakich rozpoczął swoją relację od spotkania Króla z trzema zaufanymi dworzanami. Byli to: Złoty Język – mistrz przekonywania Króla do wszystkiego, co przynosiło jemu pieniądze, a Królowi władzę; Baron Balansu – specjalista od lawirowania między interesami Króla a interesami trójki dworzan; oraz Złoty Dukat – ekspert w przekształcaniu Królewskich decyzji w złote dukaty, które jakimś cudem zawsze trafiały do jego kieszeni.
Razem tworzyli sprytny i niebezpiecznie skuteczny zespół, który zręcznie manipulował dworskimi intrygami, by osiągnąć swoje cele, jednocześnie umacniając władzę Króla.
Baron Balansu spotykał się Królem najczęściej. Rozmawiało im się swobodnie. Liczył się pomysł, idea, rozwiązanie. Mniej konwenanse. Nienaganne maniery Barona nigdy nie pozwoliły mu przekroczyć bariery wyznaczonej dworka etykietą. W niczym to jednak nie przeszkadzało, by w ferworze walki z problemami nie uświadamiali sobie kto kim jest i jaki to powinno mieć wpływ na wagę argumentów. W tym momencie merytoryczna wartość rozwiązania decydowała o jego wyborze bądź odrzuceniu. I tylko ona. Pozostali doradcy i eksperci cieszyli się u Króla zaufaniem, ale bywali wzywani do niego znacznie rzadziej niż Baron Balansu.
Król analizę problemu zaczynał zawsze od nazwania go.
Nazwać problem – to połowa sukcesu
Król spacerował po sali, z rękami splecionymi za plecami. Nagle odezwał się, jakby zapomniał o obecnych i głośno myślał…
-Władza… Czym ona jest, moi drodzy? Powinno się wydawać, że to, co osiągnęliśmy, jest trwałe. ale skąd tkwiące we mnie niedoparte przekonanie, że moja pozycja w Królestwie nie jest taka, jak powinna być? Tak mocna, że powinno odczuwać się to w każdym kontaktem z poddanymi. Tymczasem ludzie nie zachowują w kontakcie ze mną należytego dystansu. Zamiast niego dostrzegam w ich zachowaniach nadmierną swobodę stosowna w relacjach towarzyskich, ale nie w kontaktach z Królem.
–W rzeczy samej, Wasza Wysokość. W rzeczy samej… Złoty Język, kiwając głową, wyraził pełną aprobatę dla tych słów. – Ale czy nie jest to efektu dzisiejszego wychowania naszej młodzieży? Znamienny dla naszego Królestwa, ale nie tylko.

Król przystanął na moment i baczniej przyjrzał się dworzanom. Rządził od roku i miał wciąż nieodparte przekonanie, że oni cały czas intrygują za jego plecami. Nie pokazywał tego publicznie, ale ten stan rzeczy nie dawał mu spokoju. Pozbawiał komfortu psychicznego i nakazywał szukać rozwiązania.
– Skoro tak…-głośno zastanawiał się król- to pora nazwać ten problem…
Zapadła cisza. Doradcy mieli przyzwolenie na milczenie, ale nie przesadnie długie.
– Nazwałbym ten problem sztamą poddanych. Ona jest w nich i daje im moc. Że do roboty, to dobrze, ale oni mają też taką wielką pewność siebie. – Baron Balansu przerwał ciszę.
– Nazwałbyś to Waszmość butą chamską? -zapytał Złoty Dukat, nieco marszcząc brwi
Baron Balansu zastanowił się przez chwilę.
– Może nie aż tak, ale blisko tego. Oni mają poczucie własnej siły i taki wielki spokój w sobie, taką moc…
Król uniósł palec, jakby nagle dostrzegł, o co chodzi.
– Otóż to! Spokój wynikający niby z czego? Pytanie brzmi: jak powinniśmy to zmienić? Jak umocnić moją władzę? Dla dobra Królestwa?
Złoty Język przejął inicjatywę.
–Wasza Wysokość, władza jest jak kwiat – potrzebuje stałej pielęgnacji, by kwitnąć. W ramach tej pielęgnacji warto przypomnieć ludziom, że to dzięki Tobie mogą czuć się bezpiecznie. Moglibyśmy pomyśleć tez nad kwestią, jak wzbudzić w nich większy szacunek dla Króla i respekt wobec tronu…
– Strach przed utratą tego, co mają – dodał Baron Balansu– mógłby ich zmobilizować do większej lojalności. Wszystko to z obawy, że mogą wiele, jeśli nie wszystko- stracić, jeśli nie będą razem z Tobą.
–Wasza Wysokość – zauważył Złoty Dukat– zamiast wzbudzać szacunek czy strach, moglibyśmy dać im powód, by zabiegali o Twoje względy? Jeśli będą czuć, że ich pozycja nie jest pewna, będą robić wszystko, by upewnić się, że są „swoimi”, a nie „obcymi”. W ten sposób… (spojrzał na innych dworzan, szukając potwierdzenia) …będziemy mogli kontrolować, kto jest lojalny, a kto może stać się zagrożeniem.
„Swoi” i „obcy” po raz pierwszy
Król zamyślił się nad tymi słowami.
– „Swoi” i „obcy”… Hmm, to ciekawy koncept. Ale jak moglibyśmy to zorganizować? Czy podział na tych, którzy są z nami, i tych, którzy mogą być problemem, rzeczywiście wzmocni moją władzę?
Złoty Język wyjaśnił:
– Wasza Wysokość- wyjaśnił Złoty Język – ludzie zawsze dążą do stabilizacji. Jeśli nasi poddani zrozumieją, że stabilność można osiągnąć tylko poprzez bliskość tronu, będą gotowi zrobić wiele, by zdobyć Twoją przychylność.
Król spojrzał na doradców.
-Ale skąd ja mam to wiedzieć, kto jest mi przychylny, a kto nie? Najczęściej kontaktuję się z Wami.
-Mamy codzienny kontakt z dworzanami – potwierdził stanowczo Baron Balansu. – A poprzez nich i wraz z nimi – z naszymi poddanymi. Uważam, że jesteśmy w stanie zapanować nad tym procesem i zapewnić Waszej Wysokości przesłanki niezbędne do wprowadzenia nowych porządków.
– Ale pamiętajmy, Wasza Wysokość, że musimy utrzymać równowagę- wtrącił Baron Balansu. – Podział na „swoich” i „obcych” powinien wzbudzić niepokój, a niepokój… cóż, powinien przerodzić się w bunt. Trzeba zadbać o to, by ci, którzy chcą być „swoimi”, mieli jasną drogę do tego celu. Jednocześnie, muszą czuć, że ta pozycja nigdy nie jest na stałe – że zawsze mogą coś stracić, jeśli nie będą lojalni.
– A ci, którzy naprawdę chcą być blisko tronu, będą gotowi płacić, by zapewnić sobie miejsce wśród „swoich” –zasugerował Złoty Dukat. -Moglibyśmy stworzyć coś na wzór… „Skarbca Lojalności”. Ludzie, którzy chcą być „swoimi”, mogliby wnosić odpowiednią „opłatę”. To nie tylko umocni Twoją władzę, Wasza Wysokość, ale i napełni nasze sakiewki.
– Widzę, że podział na „swoich” i „obcych” powinien rzeczywiście zadziałać skonstatował Król. -Ludzie będą walczyć o moją przychylność, a wy, moi drodzy, zadbacie o to, by wiedzieć, kto naprawdę zasługuje na miano „swojego”. Ale pamiętajcie – moim celem jest władza, nie pieniądze.

-Oczywiście, Wasza Wysokość – zapewnił Złoty Język. -Pamiętamy o tym. Władza jest kluczem do wszystkiego, a my zadbamy o to, by ludzie to zrozumieli.
-A ja –dodał Baron-zadbam o to, by równowaga była utrzymana. Niech wiedzą, że tylko lojalność wobec Ciebie, Wasza Wysokość, chroni ich przed upadkiem.
– Natomiast ja –dorzucił Złoty Dukat –zadbam o to, aby każda decyzja Królewska przynosiła odpowiednie korzyści – Tobie w postaci władzy, a najbliższym – w postaci złotych dukatów.
Król zamilkł na moment po tym stanowczym oświadczeniu, jakby przypomniał sobie o czymś ważnym, ale nie miał pewności, czy mówić o tym głośno. Po czym odwrócił się do swoich doradców, ściszył głos, jakby w obawie, że ktoś czwarty go usłyszy, i prawie szeptem zwrócił się do trójki.
-Dla spokoju sumienia i większej pewności rozumu zwrócę się jeszcze do zacnego Ojca Niespełnionej Pokuty – dorzucił na odchodne Król.
Kiwając potakująco głowami cała trójka potwierdziła, sensowność idei dzielenia poddanych na „swoich” i „obcych”. Rozwiązanie było proste, a efekty wydawały się natychmiastowe i owocne.

Jili01, my go-to spot for some quick online fun. Always a good time, though remember to play responsibly! Check it out here: jili01