Nowe komentarze poddanych po wysłuchaniu głosu Filozofa Nieopatrznie Doktoryzowanego

Duży, przytulny pokój, wypełniony ciepłym światłem. Na środku stoi drewniany stolik, na którym parują filiżanki z kawą i talerzyki z ciasteczkami. Wazon z kwiatami dodaje koloru wnętrzu. Czterech rozmówców siedzi wygodnie w fotelach, każdy w różnym wieku. Atmosfera jest zrelaksowana, ale w powietrzu unosi się nuta irytacji.

Zagadując z lekkim uśmiechem: Słuchaliście tego wywiadu z Filozofem Pochopnie Doktoryzowanych? –zagaił gospodarz Pan Adam.

Coraz więcej poddanych dostrzega obecność Syndromu Plemienności

Oczywiście – Pani Maria nadgryzając ciasteczko, wzdycha głęboko. Co za bzdury! Ten cały Syndrom Plemienności w Królewskim Biurze Konstruktorskim to jakiś koszmar.

Pan Jan odstawiając filiżankę na stół z delikatnym stukotem: A jak! Pierwsze pytanie nowego pracownika to „od kogo jesteś?”. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie! To wręcz obraźliwe.

Pani Zofia kręcąc głową z niedowierzaniem -Zatrudniają rodzinę, a potem dziwią się, że organizacja im się sypie. Jak można awansować kogoś, kto nawet nie wie, co to zarządzanie, tylko dlatego, że jest „swój”?

Gospodarz z lekkim uniesieniem brwi- A jak myślicie, dlaczego premię też dzielą po znajomości? Swoim dają więcej, a reszta niech się cieszy, że w ogóle coś dostała.

No właśnie! -Prawie wykrzyczała wyraźnie oburzona Pani Maria  wyciągając ręce do przodu – I jeszcze te szkolenia! Jak ktoś nie jest „swój”, to może zapomnieć o jakiejkolwiek wartościowej edukacji. Wszystko idzie do krewnych i znajomych.

Przez to obcy pracownicy są niewidoczni.- Pan Jan z coraz większym rozdrażnieniem. A ich sukcesy przemijają niezauważone, a płace… szkoda gadać. Przecież to jawne lekceważenie kompetencji!

– W dodatku –rzuciła Pani Zofia z oburzeniem w głosie kierownicy często nawet nie wiedzą, kto dla nich pracuje! Wystarczy, że „swój” dostanie zadanie, a reszta niech się martwi.

-A ja wam powiem, że to, co najbardziej mnie wkurza, to ta nieświadomość przełożonych, którzy nie wiedzą, kogo zatrudniają. No i oczywiście zatrudnianie krewnych na stanowiska kierownicze, to już jest przegięcie –skwitował gospodarz.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że oni nas po prostu nie traktują poważnie. – Z narastającą frustracją wyznała Pani Maria. – Wciskają nam kit, a my mamy udawać, że wszystko jest w porządku?

No właśnie. Jak długo jeszcze będziemy to tolerować?– zapytał Pan Jan niby to siebie, a niby gości.

-Musimy zacząć o tym mówić głośno, nie tylko między sobą. Władza powinna wiedzieć, że nie jesteśmy głupi. –Pani Zofia wyraziła te myśl tonem nie cierpiący sprzeciwu, ani najmniejszej nawet opieszałości.

-Zgadzam się. Czas przestać udawać, że nic się nie dzieje. Musimy pokazać, że jesteśmy świadomi i żądamy zmian.

W pokoju zapada cisza, w której słychać tylko tykanie zegara. Wszyscy pozostali zanurzeni w swoich myślach, czując, że rozmowa ta była nie tylko potrzebna, ale jak najbardziej na miejscu i na czasie. Że trzeba się skrzyknąć. Coś robić. Że dalej już tak nie może być. Że życie w takiej rzeczywistości traci swój sens…

 

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry