
Starsza pani była poruszona. Ba, wręcz oburzona.
-Spawa pozornie prosta jest, wręcz banalna... – rzuciła ni to do siebie, ni to do …
-Co się stało? –Teo wyraźnie się ożywił.
-Otóż na jednej z grup poetyckich, których teraz w sieci jest sporo – ogłoszono konkurs na wiersz. Podano warunki. Uczestnicy przesłali swoje prace, a jury – w osobie założyciela grupy – ogłosiło wyniki. Okazało się wówczas, że nagrodzony wiersz nie spełniał wymogów konkursu. Inne spełniały, ale nie wygrały. Twórcy podnieśli larum. Odpowiedź jury, była krótka: „OJ TAM, OJ TAM”.
– Zmiana reguł, gdy w trakcie gry, to u nas narodowy standard. – Dorzucił Teo. –No, w każdym razie partyjny…
-Opowieści to jednak nie koniec– uspokoiła go sąsiadeczka – gdyż jedna z uczestniczek zażądała wprost wyjaśnienia, dlaczego w trakcie trwania konkursu zmieniono reguły oceny tekstów. W efekcie pojawił się ze strony jurora stosunkowo obszerny komentarz, którego sens sprowadzał się do zarzutu podstawionego uczestniczce, że robi widły z igły, widzi problem tam, gdzie go nie ma, psuje atmosferę w zespole i że w sumie nie wiadomo o co jej chodzi i kto za tym wszystkim stoi. Był też w komentarzu wątek merytoryczny odwołujący się do tego, że wróg atakuje naszych sąsiadów – robienie awantury o taki drobiazg – jest przejawem wyjątkowej małostkowości i złej woli.
– No, to odpowiedź też jest utrzymana w konwencji partyjnej- Teo dorzucił swoje i już chciał wrócić do swoich zajęć, ale sąsiadeczka dopiero nabierała rozpędu.
-Incydent, jakich wokół nas tysiące. Znajomi narzekają ostatnio (poza polityką) na budowlańców. Roboty mają dużo, fachowców jest mało, więc umowa – umową, a wielu robi „jak im wygodniej” lub „jak im wyjdzie”, a kiedy wraca się do umowy ”jak miało być”, pojawia się „oj tam, oj tam”- przerwała na moment starsza pani, jakby szukała czegoś na uspokojenie.
– Jak reagujemy na takie sytuacje? Nerwowo. Czasami nawet bardzo. Coraz też częściej mówimy o ludziach, jacy to oni są i o świecie – generalnie, że schodzi na psy. Jesteśmy rozgoryczeni, źli, agresywni. Jak każdy nabity w butelkę. Z diagnozy, że nabijanych jest więcej niż nabijających – trudno czerpać garściami optymizm. A bez niego – w codzienności – ani rusz… Jak wobec tego sobie radzić, co robić, jak się zachowywać? – Teo rzucił to pytanie, ale bez nadmiernej wiary w uzyskanie odpowiedzi.
-Pokolenie ze słuchawkami na uszach ma wypracowaną formułę uczestnictwa w życiu społecznym: udaje, że niczego nie widzi, w nic się nie wtrąca, pilnuje swego i siedzi w sieci. Co jednak z tymi, którzy – jak nie powiedzą – to nie są sobą? Nie nakażesz takim milczeć – podsumowała tak niby do samej siebie i odwróciła się do Teo czekając co on na to.
-Można i trzeba mówić o tym, co jest nie tak. O tym – jak być powinno. Trzeba, gdyż inaczej codzienność zmieni się nam w jeszcze większe piekło niż jest- Teo coraz wyraźniej wchodził mocniej w temat.
-Brak reakcji – kontynuował – protestu, oporu – rozzuchwala cwaniaków, przestępców i zwyczajnych idiotów. Tutaj nie ma wyboru. Ale równie ważne jest – jak się to robi. Nie chodzi przy tym tylko o samą formę, ale głównie o merytoryczną treść- Teo dopadł nareszcie swojego konika, co wyraźnie zapowiadało dłuższą debatę.
-Mówienie o tym, co jest nie tak, czyli o naszych problemach nie powinno zawierać epitetów- zauważył nie bez racji, co starsza pani potwierdziła kiwając znacząco głową. Mówiąc o problemach – nie atakujmy ludzi, ale zjawisko. Zamiast mówić o idiotach, kretynach, imbecylkach – zacznijmy mówić o syndromie OJ TAM – OJ TAM.
-Syndromie? – starsza pani była bardziej niż zdziwiona. Ba – może nawet zaniepokojona kierunkiem w jakim zmierzała ta rozmowa. – Sens syndromu jest taki- Teo żył już tematem – że co innego mówimy, a co innego robimy. Uwagi zainteresowanych takim stanem rzeczy, sygnalizujących, że coś jest nie tak – kwitujemy formułą „Oj tam, oj tam”. Intencją tej formułki jest obniżenie rangi problemu. W rzeczy samej robi się jednak durnia z adwersarza. Skoro widzi problem tam, gdzie go nie ma…
– Czekaj, czekaj – starsza pani wyraźnie zaskoczyła o czym prawi Teo i jakby dla sprawdzenia czy rzeczywiście dobrze go zrozumiała – pociągnęła temat dalej. –Nazywając ludzi idiotami uzyskujemy – dla siebie -efekt emocjonalny wyładowania się na pierwszych lepszych, zazwyczaj Bogu ducha winnych ludziach i wywołujemy w nich reakcję obronną. Nazywając ludzi idiotami itp. zamiast sprzymierzeńców, robimy sobie wrogów i pozostajemy w złej wierze o ludziach –kończyła te myśl wyraźnie uradowana.
– Sama widzisz, jak to jest – podsumował Teo. -Syndrom OJ TAM, OJ –TAM jest sam w sobie sympatyczny. Pokazuje nam, że nic nie jest przesądzone do końca, że nie należy rzeczywistości traktować ani zbyt poważnie, ani przejmować się nią ponad potrzebę itd. Kontekst fantazji ułańskiej i twórczego ducha zawsze jest poręczny dla wyjaśnień i tłumaczeń głębszego sensu obecności tego syndromu w naszej, polskiej rzeczywistości. Negatywne konsekwencje są natomiast takie, że w realiach opanowanych przez syndrom OJ TAM -OJ TAM nikogo i niczego nie można traktować poważnie.
-Rzeczywistość budowana na syndromie OJ TAM – OJ TAM przyjazna jest dla ustalających reguły i rozliczających się z ich przestrzegania. Dla całej reszty, to zwyczajny dom wariatów, życie w rozdwojonej jaźni– podsumował Teo.
Oj tam, oj tam –skwitowała sąsiadeczka, odwróciła się na pięcie i tyle jej było…
