Uderz w stół. Po wywiadzie z Filozofem Pochopnie Doktoryzowanym słuchacze komentują w swoich domach…

Uderz w stół. Po wywiadzie z Filozofem Pochopnie Doktoryzowanym słuchacze komentują w domach

Rozmowa przebiega w dużym pokoju. Na środku stoi stół. W oddali barokowe meble. Oni są ubrani gustownie, ale skromnie. Rozmówcy są w średnim wieku. Z boku, na podłodze bawi się dziecko.

Wiesz co-pierwsze odezwała się ona- jak słuchałam tego wywiadu, to mam wrażenie, że ten prowadzący i ekspert tylko kręcili. To, co mówił filozof, to była jedyna szczera prawda. Ten cały „Syndrom Plemienności” rozwala wszystko od środka. Widać to doskonale w naszym biurze.

-Też tak myślę – wtórował jej zgodnie małżonek. -To, co opisał filozof, to przecież nasza codzienność. Weź choćby tę sytuację w innym dziale, nie w Dziale Rozwoju. Szef kazał tam wyszukiwać nawet najmniejszych błędów, żeby tylko pokazać konstruktorom, że są niekompetentni. Jakby ktoś celowo podważał ich wiedzę techniczną.

Tak, to jest typowe. Plemiona w każdym pokoju. Spójrz na to, jak sprawdzają specyfikacje i dokumenty. Nowi pracownicy są traktowani jak obcy – każdą ich pracę sprawdzają rygorystycznie, a starszym pracownikom odpuszczają. Powinno to być  sprawiedliwe dla wszystkich, a nie tylko wybranych.

No właśnie. A gdzie tu sprawiedliwość? Zasady oceniania pracy to jakiś żart. Wszystko sprowadza się do tabelki z wynikami, 0/1. Nie ocenia się jakości ani efektywności. Liczy się tylko to, czy coś zostało zrobione, a nie jak dobrze.

Małżonkowie poruszeni są słowami Filozofa.

To prawda. I co gorsza, przy ocenie pracy czy rozkładzie zadań ważniejsze jest to, „od kogo ty jesteś,” niż to, co naprawdę umiesz. Rynek pracy jest trudny, więc każdy wciąga do firmy swoich znajomych czy rodzinę. A później mamy w biurze ludzi bez kwalifikacji, którzy awansują szybciej niż ci z doświadczeniem i wiedzą.

Widzę to na każdym kroku. Brak obiektywizmu w ocenie pracy jest przerażający. Firma rodzinna, więc wszyscy kluczowe stanowiska trzymają w rodzinie. Nawet mój przełożony utrzymuje dobre relacje ze swoim zespołem, bo wie, że wtedy nikt mu nie odmówi, gdy przydzieli dodatkowe zadania.

A przerzucanie problemów z jednej grupy na drugą? Mechanicy zrzucają winę na elektryków, elektrycy na mechaników i tak bez końca. Komunikacja leży, a każdy próbuje uciec od odpowiedzialności –on zdawał się być coraz bardziej wzburzony.

No i jeszcze faworyzowanie! Jak długo się kogoś zna, taką dostaje premię albo łatwiejsze zadania. Czasami nawet daje się te zadania znajomym, bo wiadomo, że na pewno je wykonają.

To wszystko tylko pogłębia ten Syndrom Plemienności. Ludzie zamiast współpracować, stają się jak atomy – oddzielni, zamknięci w swoich małych grupkach. To niszczy cały zespół od środka.

I w końcu nikt już nie pracuje dla dobra firmy, tylko dla swojego „plemienia”. Zespół przestaje istnieć jako całość.

Dokładnie. Jeśli nic się z tym nie zrobi, to firma się rozsypie. Trzeba zacząć od zmian w mentalności, bo inaczej się nie da- podsumowała małżonka.

-I to jest właśnie to, co filozof próbował powiedzieć. Szkoda, że nie wszyscy chcą to usłyszeć…

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry