Życie dworskie i losy Królestwa nabierały tempa, które w oczach ich autorów stanowiło przyczynę porannego braku snu. Tymczasem życie poddanych Króla biegło własnymi ścieżkami z właściwą sobie logika, wagą wydarzeń i scen wypełniających ich treść.
– Tak nieelegancko o tych młodych dziewczynach powiedziałam – wyrzucała sobie Starsza Pani pomimo tego, że coś niedobrego wisiało w powietrzu i czuli to wszyscy…
Rzeczywiście. Rzadko się to jej zdarzało, ale może to ta złość na własne haluksy. Takie ładne stopy przecież kiedyś miała, a teraz te paluchy – jeden włazi na drugi, kości w bok wystające, że stopy trudno w buty włożyć. Z chodzeniem też nie jest łatwo. A te dziewczynki zdrowe stopy mają, to nie dbają o nie. Może to tylko tak na złość, ale, taką przecież w dobrej wierze – poniosła.
Jednak te kostki gołe i w ogóle temat kostek i stóp wyszedł przez Ivę. Ona właśnie opowiadała, jak to poznawali się ze swoim obecnym. A są już tak od ponad trzydziestu lat. Dziwna to znajomość była. Przynajmniej na samym jej początku. I trochę, jak zmyślona, filmowa bardziej – niż realna. A Iva i Teo zagrali w nich swoje role – na próbę. I tak już w tych rolach do dzisiaj pozostali.
Łączyło ich w momencie spotkania – niewiele. Tylko przekonanie o tym, że przyszedł czas na wielką zmianę w życiu, że dotychczasowa formuła układania przyszłości- z obecnym partnerem – straciła bezpowrotnie swój sens. Takie przekonanie nie rodzi się, jak fanaberia, zły nastrój, gorszy humor czy beznamiętna, chłodna kalkulacja. Ono bardziej przypomina ciężką chorobę, której nie widać, choć ona tli się w cieniu życia i robi swoje. Moc tej chorobie dają zdarzenia, które pojedynczo niczego bezpowrotnie nie niszczą, niczego radykalnie nie zmieniają. One są jak ból, który za każdym razem przemija, ale pozostawia po sobie lęk przed jego powrotem i narastającą potrzebę takiego ułożenia sobie życia, by od tego bólu uciec, uwolnić się raz na zawsze, bezpowrotnie.
Ludzie po czymś takim są niczym tragarze obciążeni stałym, narastającym bagażem, którego nikt im nigdy z karków nie zdejmie. Nie mają świadomości tego stanu rzeczy tak długo, aż pojawi się ów moment przypominający to, co ich wcześniej zabolało. Zbędny gest, niewłaściwe słowo, bolesna mowa ciała. Nie wspominając już o incydentach kojarzących się – w najmniejszym choćby stopniu -ze zdradą czy nielojalnością. To w takich momentach odczuwany jest cały wcześniejszy ciężar, z tym dodatkowym, nowym, tak bardzo niechcianym.
Ludzie z takimi doświadczeniami mogą pozostawać w dotychczasowym związku i obudowywać się pancerzem ochronnym lub wyjść z tego związku i podjąć ryzyko budowy nowego. Najłatwiej nie robić nic i trwać w tym, co jest -narzekając na swój los, na życie, na wszystko i wszystkich. A już szczególnie na własnych rodziców…
Iva i Teo nie chcieli tak trwać, choć każde z nich miało inną, nieporównywalną sytuację. Ona – panna, mieszkająca oddzielnie, w wolnym związku. On żonaty, z trójką prawie już dorosłych dzieci. Tak czy owak łączyła ich otwartość na nowy związek i gdzieś tam głęboko skrywane marzenie o wielkiej miłości. Jak już zobaczyli się po raz pierwszy, to choć nie wiedzieli jeszcze co to jest, nie mieli wątpliwości, że to jest coś ważnego, co musi mieć dalszy ciąg.
Wypadałoby teraz przytoczyć jakiś krótki fragment filmowego dialogu pary, która miała ze sobą przeżyć wiele lat, w udanym związku i właśnie spotkała się po raz pierwszy. Nic z tego. Lepiej byłoby ich pokazać. Ładna, filmowa para. Ona – trzydziestoletnia blondyneczka, szczupła, o subtelnej, delikatnej urodzie. On – czterdziestolatek, wysoki, przystojny brunet, nienagannie ubrany, trzymający fason właściwy mężczyznom z klasą. I tyle.
Spotkanie służbowe. Ona kończyła rozmowę z poprzednim klientem. Zwrócił uwagę na jej urodę, ale bardziej na język i formę dialogu z rozmówcą. Mówiła nie tylko poprawnie, ale miała ciepłą intonację głosu i słuchało się jej z przyjemnością. Od razu zaświtała mu w głowie myśl, że warto byłoby ją podkupić do swojej firmy. Ta sama branża. Im dłużej przyglądał się jej tym bardziej przekonany był do pomysłu.
Zapewne dlatego zjawił się tutaj kolejny raz, znów służbowo, z rozliczeniami, ale teraz zauważył w niej piękną, mądrą kobietę, o takich rysach twarzy, które skądś już dużo wcześniej znał. Może tylko z marzeń. Ale im dłużej przyglądał się jej twarzy tym bardziej prześladowała go myśl podsuwana natrętnie przez obserwacje własnych koleżanek, jeszcze na studiach, kiedy wraz z nimi studiował filologię polską. Obserwacje z tamtego okresu potwierdzały prostą zasadę: ładna twarz – grube pęciny i niezgrabne nogi.
Za wszelką cenę starał się ocenić nogi Ivy, ale nie miał najmniejszych szans. Biurko – za którym siedziała miało taką konstrukcję, ze ledwo było czubki butów widać i tyle.
Kiedy więc już przyszła pora i znalazł się przy jej biurku poprosił, by usiedli przy okolicznościowym stoliku, gdzie czekał wcześniej aż będzie wolna. Niewiele to dało, gdyż Iva była w długiej spódnicy. Już tego było za dużo i musiał zaistnieć ten incydent z pęcinkami, o którym Iva opowiadała starszej pani.
– Wyobrażasz sobie moje zaskoczenie? – opowiadała Iva.
– Ledwo znam gościa, chyba drugi raz widzę go na oczy i wiem wprawdzie kto to jest, ale ten zaprasza mnie do stolika, ja siadam, a on łapie mnie za kostkę…
– I co ty na to? – Starsza Pani pytała niecierpliwie.
– Normalnie wystarczyło, że spojrzałam na faceta i miał dość. Jeden taki zagabnął mnie na ulicy. Posłyszałam tylko za sobą: „Proszę Pani, czy można Panią zaprosić na kawę?”. Odwróciłam się, spojrzałam tylko, a ten ledwo wydusił: „Oj, lepiej nie…”. Odwrócił się i poszedł jak zmyty – opowiadała Iva.

– Spojrzałam na Teo – w ten sam sposób…
Iva budowała wyraźnie napięcie…
– I co, i co? – niecierpliwiła się Starsza Pani.
– I nic. Puścił delikatnie tę kostkę, powiedział, że piękna pęcinka, że bardzo ładne nogi i że jestem zaprzeczeniem reguły o pięknej twarzy i fatalnych nogach.
Starsza Pani wróciła do swoich zajęć, ale ten incydent z pęcinami chodził jej po głowie i stąd te myśli o krótkich skarpetkach i młodych dziewczynach.
Tymczasem życie dworskie nabierało tempa.
Dalej: https://3im.pl/reakcje-unii-krolestw-doczesnych-na-incydent-2/
